"Mądrzy i światli", czyli o blogach i komentujących
WilczyRozbojnik - artukuł dodany 2008-08-20 16:01
5
4.3
1841
Moje przemyślenia i spostrzeżenia na temat autorów blogów i osób często krytykujących ich notki.
Swojego pierwszego bloga (którego prowadzę do tej pory) założyłam trzy lata temu na innym portalu i przez ten czas miałam okazję przyjrzeć się bliżej serwisom blogowym i samym blogerom.
Blogować zaczęłam wtedy, gdy dopiero zaczynała wchodzić w życie zasada, że blog to miejsce, w którym niedojrzałe nastolatki wylewają swoje żale i "w sumie nie wiadomo, po co je zakładają".
Było już kilka prężnie działających serwisów zrzeszających wyżej wymienione.
I tutaj zastanawia mnie, dlaczego tyle nienawiści i krytyki kieruje się w stronę wyżej wymienionych nastolatek, które założyły swój internetowy pamiętnik i opisują w nim swoje myśli tak, jak chą i tak, jak potrafią. Według mnie to niedorzeczne kazać dwunastolatce myśleć tak, jak dwudziestolatka i pisać filozoficzne notki na poziomie, podczas gdy jej świat jest jeszcze światem misiów, lalek, dollsów i pierwszych "miłości na całe życie".
Nie widzę sensu we wchodzeniu na ich blogi tylko po to, aby napisać, że są głupie, niedojrzałe i powinny zostać skasowane. To zupełnie tak, jak gdybyśmy próbowali wpoić miłośnikowi kiczu (który swoją drogą wcale nie jest taki zły), aby urządził swoje mieszkanie modnie i stylowo, bo to, co jemu się podoba, nie mieści się w naszym pojęciu dobrego smaku. Chcemy zmieniać innych na siłę?
Druga kategoria blogów to blogi nastoletnich samobójczyń, młodych emo (twierdzących, że nikt ich nie rozumie) i buntowników. I tutaj znowu kolejny atak "mądrych i światłych", oceniających, że na pokaz, że niedojrzałe, że "po co ty prowadzisz tego bloga, skasuj". Pytanie tylko: co jest złego w tym, że nastolatek (u którego bunt i poczucie niezrozumienia są naturalnym etapem poszukiwania własnej autonomii) wypisuje na blogu swoje żale i smutki? Wydaje mi się, że dobrze robi, bo komentują to zarówno osoby, które przeżywają to samo i świetnie go rozumieją (ma więc przeświadczenie, że nie jest sam), jak i te, które próbują doradzić czy pocieszyć.
Trzeci typ blogów to blogi z opowiadaniami, których w ostanim czasie namnożyło się w sieci jak mrówek. Piszą je osoby w różnym wieku, na różnym poziomie. Niektóre historie są dobre i zajmujące, inne banalne i nieciekawe, pełno w nich błędów. Znowu z pomocą właścicielom tym drugich przychodzą "mądrzy i światli" z kpiącym uśmieszkiem na ustach i słowami: "I ty myślałaś, że uda ci się? To JEST powieść? To coś?! Lepiej zapomnij!", a poproszeni o konstruktywną krytykę działają według hasła: "Doszukuj się w opowiadaniu samych błędów i ostro je krytykuj, żeby inni myśleli, że się znasz i jesteś dobry w tym, co robisz".
Według mnie blogi z opowiadaniami powinny istnieć, gdyż pisanie rozwija wyobraźnię i często daje autorowi wiele radości, rozwija go. A to, że zdarzają się nastolatki, które uważają się za "wielkie pisarki", choć swoimi tworami niewiele pokazują? Możemy je upominać, ale i tak otrzymają od życia kubeł zimnej wody na głowę.
Ostatni rodzaj blogów, które najczęściej denerwują innych, to blogi nastoletnich pseudointelektualistek, natchnionych artystek i życiowych poetek, które swojego bloga kreują tak, aby koniecznie się wyróżniał, koniecznie był "inny" od reszty, zarzekając się przy tym, że jest w stu procentach naturalny i osobisty.
Nietrudno zgadnąć, że osobiste jest w nim tylko niedowartościowanie autorki, która czuje się dobrze tylko wtedy, gdy jest "inna" (podejrzewam, że gdyby nagle nastała moda na pisanie pseudointelektualnych blogów, na siłę starałaby się stworzyć ten "zwyczajny"), nie mając pojęcia, że dzięki temu w rzeczywistości jest taka sama, jak reszta jej podobnych autorów. Grafomańskie wiersze, naiwne filozoficzne dyskusje ze sobą i posiadanie przeświadczenia, że jest się znawczynią psychologii, literatury czy w ogóle sztuki szeroko pojętej. Oczytana i dojrzalsza od rówieśników, na wszystkich patrząca z góry, chcąca być podziwianą, ale oczywiście ze swoim szalenie skromnym uśmiechem na ustach mówiącym: "Ja wcale się za taką nie uważam". Podobnie jak w przypadku blogów trzeciej kategorii (ależ to zabrzmiało) dziewczyny te z pewnością przekonają się jeszcze, że wcale nie są tak oryginalne i "inne", jak bardzo chciałyby być.
Pośród nich wszystkich znajdują się jeszcze komentujący, uważający się zwykle za ludzi bardzo tolerancyjnych i za ludzi o szerokich horyzontach, ale jakimś dziwnym trafem nie mogących zrozumieć, że każdy założył bloga dla swojego własnego celu i każdy czerpie z niego przyjemność. Nie rozumieją, że z bloga można wyjść. Za swój obywatelski obowiązek uważają tępienie (według nich) głupoty, niedojrzałości i debilizmu. I choć zwykle mam mieszane odczucia co do zdania "Żyj i pozwól żyć innym", według mnie pasuje ono tutaj jak ulał.
I wierzcie mi, w sieci zdarzają się dobre blogi. Ba, jest ich bardzo dużo. Czasami nawet tysiące! Wszystko zależy od tego, kim jesteśmy, co lubimy i jaki mamy stosunek do innych.
Nie zmieniajmy blogów na siłę, niech będą, jakie są, niech piszą je różne osoby.
Bo w tej różnorodności jest prawdziwe piękno, choć zakończenie tego artykułu brzmi banalnie...
Tak, "mądrzy i światli", możecie mnie za to krytykować.
Swojego pierwszego bloga (którego prowadzę do tej pory) założyłam trzy lata temu na innym portalu i przez ten czas miałam okazję przyjrzeć się bliżej serwisom blogowym i samym blogerom.
Blogować zaczęłam wtedy, gdy dopiero zaczynała wchodzić w życie zasada, że blog to miejsce, w którym niedojrzałe nastolatki wylewają swoje żale i "w sumie nie wiadomo, po co je zakładają".
Było już kilka prężnie działających serwisów zrzeszających wyżej wymienione.
I tutaj zastanawia mnie, dlaczego tyle nienawiści i krytyki kieruje się w stronę wyżej wymienionych nastolatek, które założyły swój internetowy pamiętnik i opisują w nim swoje myśli tak, jak chą i tak, jak potrafią. Według mnie to niedorzeczne kazać dwunastolatce myśleć tak, jak dwudziestolatka i pisać filozoficzne notki na poziomie, podczas gdy jej świat jest jeszcze światem misiów, lalek, dollsów i pierwszych "miłości na całe życie".
Nie widzę sensu we wchodzeniu na ich blogi tylko po to, aby napisać, że są głupie, niedojrzałe i powinny zostać skasowane. To zupełnie tak, jak gdybyśmy próbowali wpoić miłośnikowi kiczu (który swoją drogą wcale nie jest taki zły), aby urządził swoje mieszkanie modnie i stylowo, bo to, co jemu się podoba, nie mieści się w naszym pojęciu dobrego smaku. Chcemy zmieniać innych na siłę?
Druga kategoria blogów to blogi nastoletnich samobójczyń, młodych emo (twierdzących, że nikt ich nie rozumie) i buntowników. I tutaj znowu kolejny atak "mądrych i światłych", oceniających, że na pokaz, że niedojrzałe, że "po co ty prowadzisz tego bloga, skasuj". Pytanie tylko: co jest złego w tym, że nastolatek (u którego bunt i poczucie niezrozumienia są naturalnym etapem poszukiwania własnej autonomii) wypisuje na blogu swoje żale i smutki? Wydaje mi się, że dobrze robi, bo komentują to zarówno osoby, które przeżywają to samo i świetnie go rozumieją (ma więc przeświadczenie, że nie jest sam), jak i te, które próbują doradzić czy pocieszyć.
Trzeci typ blogów to blogi z opowiadaniami, których w ostanim czasie namnożyło się w sieci jak mrówek. Piszą je osoby w różnym wieku, na różnym poziomie. Niektóre historie są dobre i zajmujące, inne banalne i nieciekawe, pełno w nich błędów. Znowu z pomocą właścicielom tym drugich przychodzą "mądrzy i światli" z kpiącym uśmieszkiem na ustach i słowami: "I ty myślałaś, że uda ci się? To JEST powieść? To coś?! Lepiej zapomnij!", a poproszeni o konstruktywną krytykę działają według hasła: "Doszukuj się w opowiadaniu samych błędów i ostro je krytykuj, żeby inni myśleli, że się znasz i jesteś dobry w tym, co robisz".
Według mnie blogi z opowiadaniami powinny istnieć, gdyż pisanie rozwija wyobraźnię i często daje autorowi wiele radości, rozwija go. A to, że zdarzają się nastolatki, które uważają się za "wielkie pisarki", choć swoimi tworami niewiele pokazują? Możemy je upominać, ale i tak otrzymają od życia kubeł zimnej wody na głowę.
Ostatni rodzaj blogów, które najczęściej denerwują innych, to blogi nastoletnich pseudointelektualistek, natchnionych artystek i życiowych poetek, które swojego bloga kreują tak, aby koniecznie się wyróżniał, koniecznie był "inny" od reszty, zarzekając się przy tym, że jest w stu procentach naturalny i osobisty.
Nietrudno zgadnąć, że osobiste jest w nim tylko niedowartościowanie autorki, która czuje się dobrze tylko wtedy, gdy jest "inna" (podejrzewam, że gdyby nagle nastała moda na pisanie pseudointelektualnych blogów, na siłę starałaby się stworzyć ten "zwyczajny"), nie mając pojęcia, że dzięki temu w rzeczywistości jest taka sama, jak reszta jej podobnych autorów. Grafomańskie wiersze, naiwne filozoficzne dyskusje ze sobą i posiadanie przeświadczenia, że jest się znawczynią psychologii, literatury czy w ogóle sztuki szeroko pojętej. Oczytana i dojrzalsza od rówieśników, na wszystkich patrząca z góry, chcąca być podziwianą, ale oczywiście ze swoim szalenie skromnym uśmiechem na ustach mówiącym: "Ja wcale się za taką nie uważam". Podobnie jak w przypadku blogów trzeciej kategorii (ależ to zabrzmiało) dziewczyny te z pewnością przekonają się jeszcze, że wcale nie są tak oryginalne i "inne", jak bardzo chciałyby być.
Pośród nich wszystkich znajdują się jeszcze komentujący, uważający się zwykle za ludzi bardzo tolerancyjnych i za ludzi o szerokich horyzontach, ale jakimś dziwnym trafem nie mogących zrozumieć, że każdy założył bloga dla swojego własnego celu i każdy czerpie z niego przyjemność. Nie rozumieją, że z bloga można wyjść. Za swój obywatelski obowiązek uważają tępienie (według nich) głupoty, niedojrzałości i debilizmu. I choć zwykle mam mieszane odczucia co do zdania "Żyj i pozwól żyć innym", według mnie pasuje ono tutaj jak ulał.
I wierzcie mi, w sieci zdarzają się dobre blogi. Ba, jest ich bardzo dużo. Czasami nawet tysiące! Wszystko zależy od tego, kim jesteśmy, co lubimy i jaki mamy stosunek do innych.
Nie zmieniajmy blogów na siłę, niech będą, jakie są, niech piszą je różne osoby.
Bo w tej różnorodności jest prawdziwe piękno, choć zakończenie tego artykułu brzmi banalnie...
Tak, "mądrzy i światli", możecie mnie za to krytykować.















